Masosolniaczki nowe na razie u mnie nie powstały :-( Ciągły brak weny do lepienia i totalne jesienne lenistwo nadal nie przechodzą. Ale żeby nie było, że nic nie robię tylko leniuchuję! Dziś przedstawię swoje biżuteryjne zmagania. Po kursie jubilerskim jaki przeszłam prawie dwa lata temu zdarza mi się co nieco, od czasu do czasu "popełnić". Tym razem pochwalę się wisiorkiem z chryzokolą. Stworzyłam go całkowicie sama. Zero półfabrykatów, nawet kółeczko spawałam z drucika ;-) Pewnie dlatego tak cieszy mnie efekt i skromna wcale nie będę! Dla mnie stworzenie czegoś od podstaw, niezależnie od efektu końcowego, zawsze jest mega osiągnięciem, wielkim sukcesem.
Mój wisior przedstawia się tak:
A tu jeszcze zdjątko mojego ukochanego przedszkolaka :-) Na razie co prawda więcej chorego niż zdrowego i przez to niezbyt często w przedszkolu, ale za to bardzo dzielnego i w ogóle przy rozłące z mamą niepłaczącego :-))))
Marcelinka
I jeszcze moje ostatnio nabyte "wykrawaczki" do ciasteczek i masy solnej oczywiście!!:-)))
A na koniec prośba do wszystkich zaglądających, gdyby ktoś słyszał o jakimś świątecznym kiermaszu rękodzieła na śląsku, proszę dajcie znać, chciałabym znowu choć na chwilę pobyć w magicznym świecie tego typu imprez. W tym roku powinnam się wyrobić :-)
Trzymajcie się cieplutko!!!!!!!!!!!!