Etykiety

piątek, 13 lipca 2018

PUDER MYJĄCY

Przy kazdym myciu twarzy mam spore problemy. Moja skóra, choć nie wiem jak delikatnych używam czyścików staje się ściągnięta. Mniej lub bardziej w zależności od wynalezionego przeze mnie specyfiku. Pewnego razu zawędrowałam do sklepu LUSH w pobliskiej galerii. Znalazłam tam naprawdę dobrą pastę do mycia buźki. Nazwa mnie urzekła (Angels on Bare Skin) i kupiłam. Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że to jest to co lubię :-) Lekkie ściągnięcie było... ale naprawdę niewielkie. Pasta szybko się skończyła, a ja postanowiłam domowymi sposobami stworzyć coś równie fajnego. Przejżałam mnóstwo stron, przeanalizowałam sklad kupnej pasty i... wyczarowałam swój czyścik idealny :-)))

Oto mój przepisik:

- mąka owsiana 1 porcja
- mielone migdały 1/2 porcji
- 20g glinki (ja osobiście stawiam na białą)
- kurkuma 1/2 łyżeczki
-starta gałka muszkatałowa 1/2 łyżeczki
- mielona suszona lawenda 3 łyżeczki
- mielone liście brzozy 3 łyżeczki
- opcjonalnie do 5 kropelek olejku eterycznego

Staram się aby składniki były jak najbardziej zmielone. Najdrobniejsze. Wtedy puder jest delikatny, mniej peelingujący. Przed każdym myciem wysypuję odpowiednią porcję na rękę i dodaję niewielką ilość wody. Osobiście daję jej niewiele gdyż lubię mocno "pastowatą" konsystencję. Zamiast wody można użyć hydrolatu bądź oleju i po wmasowaniu pozostawić przez jakiś czas na buźce jako maseczkę. P.S. arganowy niesamowicie wygładza!
Puder myjący pozostawia bużkę, delikatną jak "pupa niemowlaka" :-) 
Jedyny minus to jego zmywanie. Nie przepadam za drobinkami wkręcającymi się we włosy przy czole, ale efekty są tego warte:-) 
Polecam!!!
Próbujcie z różnymi glinkami, dodatkami (może węgiel aktywny??? hmmmm). Szukajcie swojej recepturki. to naprawdę cudowna zabawa, a kuchnia w przypadku kosmetyków to jak kopalnia skarbów :-))
Dajcie znać jak odkryjecie coś ciekawego

Pozdrawiam Was cieplutko!!!!

piątek, 8 czerwca 2018

CZYŻBY SIĘ UDAŁO?

Nie! Nie zapeszam! Ale nieśmiało coś tam wspomnieć chyba mogę. ĆWICZĘ! Tak, tak, tak! Szło jak krew z nosa, ale... Powolutku do przodu :-) Mam okropną kondycję. Taka jest prawda. Jestem stworzeniem zdecydowanie kanapowym. Zdecydowanie! Nigdy nie ćwiczyłam. Zawsze byłam na diecie. To fakt. Ale do aktywności fizycznej się nie przykładałam. Jestem wielkim leniem. Nie lubię się męczyć ani pocić. Oh! Okropne. To dyszenie, cała czerwona twarz i brak możliwości złapania oddechu. Nie dla mnie. Tak zawsze myślałam. Siedząc na kanapie oglądałam piękne, smukłe i wysportowane laski marząc aby stać się jedną z nich. Tylko tak wiecie, bezwysiłkowo :-) Ot, pomyśleć i jest! :-)))) Niestety to tak nie działa. A odkąd mój Tato odszedł przez zawał jakoś nie mogę przestać myśleć o tym, że jak czegoś nie zmienię to tak samo będzie ze mną. Ostatni rok mojego życia był okropnie nerwowym rokiem. Zaczęłam mieć ogromne problemy ze spaniem. Z uspokojeniem się. Nadal tak niestety jest. Często jestem tak zdenerwowana wewnętrznie, że cała aż się trzęsę. Chyba właśnie to było czynnikiem motywującym, aby zacząć chodzić. Tak, chodzić ;-) Nie biegam. Nie potrafię. Moja kondycja jeszcze mi na to nie pozwala. Zaczęłam więc od szybkich spacerów. Moim celem jest 10.000 kroków. Zaczęłam około 3 tygodni temu od 3000 kroków codziennie rano. Wracałam tak zmęczona, że ledwo stałam na nogach :-) Później musiałam przynajmniej godzinkę odespać w dzień. Teraz chodzę 6000 kroków codziennie rano, dodatkowo rozpoczęłam 30 dniowe wyzwanie z przysiadami, a także brzuszki. Nie padam już na twarz, a nawet nie odsypiam codziennie porannych aktywności :-) Niczego nie przyspieszam. Słucham swojego ciała i robię wszystko powoli, zgodnie z tym na co mi pozwala. Na początku spacerowałam mało regularnie. Brak konsekwencji to mój największy problem. Ale od 9 dni daję radę :-)! Jestem z siebie dumna. Choć boję się, że tym wpisem coś zapeszę. Oby nie! 

A jak tam u Was z aktywnością fizyczną? 
Jak dajecie sobie radę z codzienną motywacją????

Pozdrawiam!

czwartek, 19 kwietnia 2018

NOWE FARBY

Jadąc do centrum handlowego nigdy nie potrafię oprzeć się pokusie wejścia do sklepu "hobby craft". A gdy już wejdę :-)))) oh, to jak dziecko w sklepie z cukierkami! Wszystko się podoba, wszystko się przydaje, wszystko chce się wypróbować. Od dawna nic już nie ulepiłam, nic nie pomalowałam, nic nawet nie zaprojektowałam, ale do "hobby craft" chodzę nadal :-). No, a ostatnio znalazłam farbki. Tak cudownie kolorowe, soczyste, zarówno pastele jak i mocne, żywe kolorki. No cudeńko! Moja wyobraźnia zaszalała! Musiałam kupić. Co tam brak weny, co tam limity finansowe, które sobie narzucam. Tak cudnych kolorów nie omija się obojętnie! Po prostu tak się nie robi i już!
No, a jak kupiłam to przecież wypróbować musiałam. Długo się za to zabierałam. Ale w końcu pomalowałam dwa stare, niedokończone jamiołki. Z malowaniem wyszłam z wprawy. To fakt. Ale kolorki są super. Nie mam jak za bradzo sfotografować moich farbek w tej chwili, ale jak tylko będę mogła to ten brak uzupełnię. Są mocno rozwodnione, ale fajnie się rozprowadzają. Nie rolują i są ładnie soczyste nawet przy jednej warstwie.
Related image
Image result for hobby craft paints

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

OLEJ SEZAMOWY

moje odkrycie roku :-)) I nie chodzi tu o kuchnię! Do używania oleju w pielęgnacji swojej skóry przekonałam się już dawno temu. Właściwie macerat z pokrzywy na bazie oliwy z oliwek uratował moje włosy po drugiej ciąży :-) Niestety zauważyłam, że moje włosy szybko przyzwyczajają się zarówno do używanych szamponów jak i odżywek i lubią gdy często je zmieniam. Olej kokosowy jakoś nie za bardzo mnie zachwycił i zostałam zmuszona do szukania innego rozwiązania. Po obejrzeniu szafki w kuchni odkryłam olej sezamowy. Hmm, poczytałam i postanowiłam wypróbować:-) I stało się! Zakochałam się w nim na zabój :-))) Doskonale odżywia zniszczone włosy. Bardzo ładnie się z nich spłukuje (dużo lepiej niż oliwa), a gdy używa się go jako serum na końcówki to już po tygodniu można zauważyć diametralną różnicę na lepsze. Dla mnie jedynie zapach jest ciężki do przejścia. Nie za bardzo za nim przepadam, jest dość intensywny. Ale to kwestia przyzwyczajenia jak sądzę. Rezultaty sprawiają, że warto to wytrzymać :-) Nawet godzinka na włosach (nakładam na suchą skórę głowy oraz całe włosy) czyni cuda :-) 
Olej sezamowy jest również doskonały jako balsam do ciała. Ja osobiście używam go codziennie rano po szczotkowaniu ciała na sucho. Cały rytułał nastwia pozytywnie na cały dzień! A pozytywna energia ostatnio jest mi niezmiernie potrzebna. Olej szybko się wchłania i pozostawia cudowne uczucie nawilżenia i odżywienia na cały dzień. Lekko rozgrzewa dodając energii.
Olej sezamowy jest bogaty w witaminę E, K, B6, jest źródłem magnezu, miedzi, wapnia, żelaza, cynku, fosforu. Zawiera sezaminę, która jest fitoestrogenem, ma również działanie przeciwzapalne, jest przeciwutleniaczem i naturalnym konserwantem. Ma również największą 
ze wszystkich olejów zawartość kwasu linolowego, który hamuje utratę wody, regeneruje uszkodzoną barierę lipidową naskórka, ma wpływ na procesy rogowacenia naskórka, powstawanie zapaleń i alergii. A przede wszystkim jest prekursorem kwasu gamma-linolenowego, którego niedobór powoduje, że skóra przesusza się, traci elastyczność i jest skłonna do zmarszczek.
Olej sezamowy
POLECAM GORĄCO do wypróbowania :-)))

p.s. "nastawiłam" właśnie macerat z oliwy z oliwek z nagietkiem. Rozpoczynam walkę z rostępami. Napiszę o efektach :-)

piątek, 6 kwietnia 2018

WSZYSTKO SIĘ ZMIENIA.

My również. Ja na pewno. Moje życie zarówno osobiste jak i nie tylko zmieniło się w zeszłym roku całkowicie. Nie na lepsze niestety. Od połowy zeszłego roku nie mogę znaleźć spokoju. Krążę i szukam. Szukam odpowiedzi wewnątrz siebie. Szukam dobrych rozwiązań swoich problemów, wewnętrznych rozterek i znaleźć nie mogę. Może w moim przypadku dobre rozwiązania nie istnieją? Hmmm, zobaczymy. Chwilowo niestety nie mam ani siły ani chęci na dalsze artystyczne eksperymenty. Stanęłam więc przed wyborem, ablo zamykam bloga, albo zmieniam częściowo jego profil. Logicznie byłoby wybrać pierwsze rozwiązanie, ale chyba jakaś uparta cząstka mnie nadal wierzy, że artystyczna część mojej duszy nadal istnieje i wróci :-) Pozostaje więc zmiana profilu :-) O czym więc będzie teraz? Nie wiem! Pożyjemy, zobaczymy...

Pozdrawiam Was już lekko wiosennie :-)))

środa, 10 stycznia 2018

NOWY ROK

i nowe plany :-) 
Tym razem żadnych postanowień. Żadnych obietnic dawanych samemu sobie. Nic.
Dlaczego? 
No cóż, dlatego że tym razem po prostu będę robić swoje :-))) 
Niby proste, prawda? :-))) Zobaczymy!