Etykiety

poniedziałek, 27 lutego 2017

ROMANSE

czytacie? Ja rzadko. Choć książki kocham i uwielbiam. Gdy tylko jakaś trafia w moje ręce to hmm, po mnie :-) Przenoszę się w całkiem inny świat. Czytam wszystko, nie wybrzydzam :-) Zdarza się, że w domu mam rozpoczęte dwie do trzech książek, w torebce zawsze kolejną, a w samochodzie jeszcze jedną. Gdy książka jest dobra, wciąga mnie bezpowrotnie :-) Żyje nią, myślę o tym co motywuje bohaterów, wymyślam alternatywne zakończenia, wyobrażam sobie co czuł pisarz tworząc swoje dzieło :-) Po prostu oddaję się książce całkowicie. Przy dwójce dzieciaków to trochę kłopotliwe, ale przecież wieczory i noce są dla mnie :-)
Romansów czytam najmniej. Często są zbyt hmm, idealne. Zbyt piękne i przez to trochę irytujące. Dla mnie oczywiście :-) Ale zdarzają się takie chwile kiedy nie mam ochoty na nic innego jak tylko przenieść się właśnie w taki idealny świat.  Świat gdzie wszystko zawsze kończy się dobrze. Wtedy właśnie sięgam po romanse :-))))  Taki nastrój dopadł mnie ostatnio. Tym razem postawiłam na romans historyczny. Zaczęłam od Jane Austen, ale później postanowiłam poszukać bardziej współczesnych autorek. I tak trafiłam na Lisę Kleypas. Jej cykl Wallflowers wciągnął mnie naprawdę mocno :-) Czytaliście? Błyskotliwe i dowcipne dialogi oraz całkiem ciekawa jak na romans fabuła książek zachęcają do czytania. Autorka potrafi budować napięcie no i te sceny miłosne :-))))
Cykl opowiada o czterech młodych kobietach, starych pannach, które w arystokratycznej Angli podpierają ściany podczas kolejnych sezonów. Wszystkie szukają mężów, ale mężczyźni z różnych powodów ich unikają. Kobiety nie pozostają jednak bierne i zawierają swego rodzaju pakt. Obiecują pomagać sobie nawzajem w ożenku w kolejności starszeństwa. Każda kolejna książka opowiada historię jednej z nich. W serii ukazały się:
"Sekrety nocy letniej"
"Jesienne zauroczenie"
"Zimowy ślub"
"Wiosna pełna tajemnic" - tej jeszcze nie dostałam
Polecam!
A wy? Co czytacie gdy jest wam źle?

poniedziałek, 20 lutego 2017

PASTA MIGDAŁOWA

Odkąd mieszkam w UK często odwiedzam sklep Lush. Kocham naturalne kosmetyki :-) Odkąd wybrałam się na "wiejskie spa" do Artystyki jestem ich największą fanką :-))) Jednym z moich odkryć jest właśnie pasta migdałowa do mycia twarzy. Pierwsze opakowanie kupiłam w salonie Lush, ale nie jest to zbyt tani produkt, a i sklep jest kawałek ode mnie. Dlatego też szukałam różnych alternatyw. I znalazłam na blogu u Aliny Rose (wspaniały blog!!). Przepis, który jest tam zamieszczony jest dokładnie taki jak oryginalna pasta "Angels on Bare Skin". Ja swoją trochę zmieniłam :-) Wyszła naprawdę cudownie. Używam jej codziennie rano i już po trzecim użyciu widzę różnicę, no i zapach... taki, po prostu mój :-)

Pasta migdałaowa do mycia twarzy:

- ok 150 g mielonych migdałów
- łyżeczka suszonej lawendy
-1 ziarenko kardamonu
-4 krople olejku lawendowego
- pół łyżeczki kurkumy
-olej jojoba.

Migdały zmieliłam ponownie w młynku do kawy z suszoną lawendą oraz kardamonem aż całość stała się wilgotna. Dodałam olejek lawendowy oraz kurkumę, a na końcu całość uzupełniłam olejem jojoba. Tak powstała pasta powinna mieć konsystencję masy solnej :-) Używamy jej rozcierając ją na dłoni z wodą, a następnie wklepując w twarz. Naprawdę polecam!
Wszystkie składniki można dowolnie zamieniać. Bazą pozostają mielone migdały :-) 

Skupienie się na poprawie własnego wyglądu jest jedną z form terapii jaką sobie zaplanowałam. Cóż w końcu może pomóc bardziej kobiecie niż dobry wygląd:-)))))) 

sobota, 18 lutego 2017

ZAGUBIŁAM SIĘ

Mieliście kiedyś w życiu tak, że niby wszystko jest ok, niby nie ma się czym martwić, a z dnia na dzień sens wszystkiego dookoła zaczyna coraz bardziej znikać? Sama nie wiem jak takie uczucie opisać. U mnie zaczęło się w październiku zeszłego roku i tak trwa do dziś. Cele, które kiedyś uważałam za godne zrealizowania stały się nic nie warte. Rzeczy, z których kiedyś czerpałam radość teraz są uciążliwym obowiązkiem. Straciłam wszelką motywację i teraz dzień w dzień po prostu zmuszam się aby wstać i żyć. Dlaczego?????? Nie wiem. Nie miałam ostatnio zbyt wiele miłych bądź niemiłych zdarzeń. Nie stało się nic co mogłoby wpędzić mnie w depresję, a jednak... z dziwnych, bliżej mi nieznanych powodów się w niej znalazłam. 
Walczę.
Muszę.
Nie poddam się. 
Tak sobie od kilku dni powtarzam. Czuję, że będzie ciężko. Już pisząc te słowa tracę motywację, ale... będę pisać dalej. O wszystkim i niczym. Może to pomoże?
Z góry wszystkich przepraszam, gdyż teraz mój blog będzie trochę inny. Jaki? 
Jeszcze nie wiem.Wyjdzie w trakcie.
Jak ponownie znaleźć sens? Jak odnaleźć radość, siłę? Jak ponownie odnaleźć siebie???

niedziela, 7 sierpnia 2016

LAWENDOWE INSPIRACJE :-)

Po ostatniej naszej wyprawie na pola lawendowe, które jak się okazało mamy zaraz obok córci szkoły;-) zachciało mi się stworzyć lawendowe jamiołki. Niestety nie posiadałam składników na masę solną akuratnio w domu (niesamowite!!!), ale byłam na zajęciach z ceramiki, więc... Powstało coś :-) Sama do końca nie wiem co. Jakie to może mieć praktyczne zastosowanie? Jeszcze nie wymyśliłam, ale na razie służy jako osłonka na wazonik z suszoną lawendą :-) Myślę, że i pewne doniczki by się tam zmieściły, więc TAK - będzie to osłonka na doniczki :-))))
Surowa glina z odciśniętymi gałązkami lawendy. Delikatnie tylko poszkliwionymi.

wtorek, 2 sierpnia 2016

DONICA

Pierwsza ceramiczna rzecz z moich prac, która jest przystosowana do "bycia" na dworze :-) Glina szamotowa, mocno piaszczysta, jak to stwierdziła moja obecna instruktorka ;-) Całkiem fajnie się z nią pracuje. Super do robienia wyższych, większych rzeczy i tych przeznaczonych na zewnątrz. Ma też ciekawy kolor po wypaleniu. Akurat moja donica była wypalana w wysokich temperaturach więc kolor wyszedł jeszcze ciekawszy. Niestety szkliwo już nie całkiem wyszło :-( 
Donica jest hmm, najlepsze określenie to - toporna. I to dosłownie. Jest ciężka i niewygładzana, ale to akurat w niej podoba mi się najbardziej :-))) Mało profesjonalne, ale...
Okrągła jak widać :-)
Z koronką dookoła krawędzi, nieszkliwioną.
Samo szkliwo natomiast nie wyszło tak jak chciałam. Powinno całe być niebieskie z lekkimi brązowymi plamkami. Wyszło całkiem na odwrót, ale w sumie w połączeniu z zielenią ziół nie jest najgorzej :-)
No i całość: