Etykiety

sobota, 12 listopada 2011

PIERWSZE TWORY CHOINKOWE

Mama pakuje,a... 
 córcia rządzi! :-)))))
 

piątek, 11 listopada 2011

ANIOŁ NADZIEI

 Inny niż dotychczasowe moje prace, ale powstał na specjalne zamówienie - MOJE! 
Mój Anioł Nadziei na lepsze jutro:-)

Tradycyjnie powstał z masy solnej, a pomalowany jest farbkami plakatowymi (dalej eksperymentuje z nową techniką malowania;-)) 

czwartek, 10 listopada 2011

:-(

Gdy napiszę, że u mnie znowu zmiany to pewnie nikt już, a nikt się nie zdziwi :-) Więc piszę: U MNIE ZNOWU ZMIANY! Rozpisywać się nie będę, gdyż nastrój mam podły! Na razie napiszę tylko tyle, że właśnie złożyłam wypowiedzenie w pracy, a w poniedziałek mam bardzo, ale to bardzo ważną rozmowę kwalifikacyjną w następnej pracy. Bardzo Was proszę dobre duszyczki o trzymanie za mnie kciuków! Odezwę się gdy tylko humor wróci aby nie zadręczać Was za bardzo ;-)

sobota, 5 listopada 2011

...

Coś ostatnio na nic czasu znaleźć nie mogę. To już zaczyna robić się u mnie normą, więc czas to zmienić! Muszę inaczej się zorganizować, bo inaczej życie prześpię:-) Jamiołków troszkę ostatnio powstało, więc mam, czym się pochwalić:-) Zdjęć będzie dużo ;-)
Więc może po kolei.
 Pierwszy powstał Jamiołek z ptaszkiem. Sama nie wiem skąd pomysł taki zrodził się w mej głowie. Ważne, że Jamielinka jest i już całkiem niedługo wyfrunie do nowych właścicieli:-) 
Drugi był Jamiołek z wielkim koszem. Plan był taki, aby zmieściły się w nim cukiereczki. I… udało się!  
  No, a trzeci – Jamiołek Czarownicujący ;-) powstał z okazji ważnego dla mnie bardzo dnia, 31 października, czyli Halloween oraz urodzin mojej kochanej Kropeczki (w tym roku już 2 latka!!!!!! SZOK!)

 
Na koniec zdjęcie wygranej przepięknej bransoletki u wyjątkowo utalentowanej ANYA.ES
 Pozdrawiam cieplutko!!!!!

poniedziałek, 17 października 2011

NA RYBY CZAS ;-))))))

Pamiętacie rybkę z poprzednich postów? No więc, doczekała się towarzystwa :-))))
Rekin biznesu. 

Ryba "Piwko"

 Oraz rybka udekorowana nową techniką. To był mój "pierwszy raz" z tym sposobem malowania i w sumie łatwo nie było, a na necie wyglądało to na takie proste :-) Ale w sumie to mi się podoba ;-)))





poniedziałek, 3 października 2011

PONIEDZIAŁEK? CUDNY DZIEŃ!

 Jakiś czas temu kupiłam autko :-) Małe, tanie i nie za nowe, ale… jeżdżące! W zeszłą środę udało mi się ostatecznie zakończyć wszelkie rejestracje i ubezpieczenia i od tej pory świat stanął dla mnie otworem ;-)))) Pierwszą podróż zaplanowałam bagatela – 700 kilometrową i pojechałyśmy na weekend z Kropeczką do mojego M. Było wspaniale! Już nie raz pisałam, iż w zachodniopomorskim się zakochałam i nadal to podtrzymuję. Byliśmy w Szczecinie i nad jeziorkami w Kaliszu Pomorskim, a na niedzielny obiadek wybraliśmy się na pyszną pizzę, właśnie w Kaliszu;-) Polecam!!!! Było tak miło, rodzinnie i cieplutko, że nawet po 5 godzinach jazdy powrotnej obie z córcią nadal tryskałyśmy energią i w ogóle spanie nie wchodziło w grę :-) Szalałyśmy w mieszkaniu do 24! Kładąc się spać myślałam, że poniedziałek będzie koszmarny, będę nie wyspana i zmęczona, a tu… NIESPODZIANKA!!! Sprawdzam pocztę i czytam maila od Jomo, a buzia uśmiecha mi się od ucha do ucha! Wygrałam Candy u Anya (Frida Candy!) :-)))))) i jestem najszczęśliwsza na świecie! Po pierwsze dlatego, że jest to moja pierwsza wygrana w życiu rzecz. Po drugie dlatego, iż wygrana rzecz jest przepiękna!!!! A po trzecie dlatego, że Jomo kochana wybrała tak cudowny moment i sposób przekazania mi tej miłej wiadomości, że po prostu lepiej trafić nie mogła ;-)))) Sama pewnie wygraną odkryłabym dopiero za kilka dni. Dziękuję!
No i może jeszcze twór kolejny, kiedyś tam stworzony, ale dopiero obfotografowany.
Kolejna Gejsza :-)

niedziela, 25 września 2011

PROCES TECHNOLOGICZNY ;-)

Nie wiem jak wygląda to u Was, ale u mnie wszystko zaczyna się od rysunku :-)
Ot, na przykład taka ryba: 
 
I dopiero później powstaje masoloniaczkowa rybka :-)
 której proces tworzenia i dekorowania odbywa się na moim ukochanym biurku, podarowanym mi przez mojego najwspanialszego M :-) Mój mebelek ma jednolity blat długości 2,5 m, który mój M sam wniósł na 4 piętro! (ależ ja tęsknię!!!)
Całemu twórczemu procesowi oczywiście przygląda się komisja jednoosobowa w postaci mej córeczki
 W tym akurat przypadku komisja próbowała czy korale mamy i cioci (potajemnie jej wykradzione;-)) nadają się również do jedzenia, czy też jedynie do noszenia...

A efekt końcowy, czyli miłosna rybka prezentuje się tak: