Etykiety

niedziela, 7 października 2012

ŚLĄSK

Wczoraj chciałam spędzić spokojny wieczór przed telewizorem. Córcia usnęła około 21, mąż na studiach - cisza spokój. Wyobraźcie sobie, że od godziny 21:00 nie znalazłam w telewizji nic gdzie nie było nadmiaru krwi, śmierci, okrucieństwa! Nie jestem osobą, która ceni jedynie kino lekkie i przyjemne. Kocham dobre kryminały, jestem fanką szwedzkich mistrzów thrillerów (jeśli o książki chodzi) oraz wszelkich seriali kryminalnych (moja wielka słabość:-)) ale to co mnie w nich urzeka to zagadki i stopniowe odkrywanie prawdy. Ale to całe okrucieństwo! Pokazane z takimi detalami! Po niecałej godzinie wyłączyłam telewizor zdegustowana i przerażona tym, że moje dziecko żyje w świecie gdzie takie sceny to powoli normalka, nie robiąca na nikim wrażenia. SZOK!

No, ale to takie tam moje dywagacje. Po prostu wzburzenie moje było tak wielkie, że postanowiłam jednak o tym wspomnieć. A teraz milsze rzeczy. Powoli odkrywam Śląsk. Chyba zadomowiłam się tu na dobre:-) Wcale nie jest to region brudny, niewesoły i przytłaczający jak to często słyszałam. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym miejscem i postanowiłam od czasu do czasu kilka zdjęć na bloga wrzucić, aby wszyscy odkryli to co odkryłam ja :-)))))

CZECHOWICE - ośrodek wypoczynkowy. Najdalsza dzielnica Gliwic. Pięknie położone teryny nad jeziorem czechowickim. W lecie pełne ludzi chcących choć na chwilę uciec z miasta, ale jesienią - idealne miejsce na spacery i odpoczynek... nawet gdy pada :-) Wtedy wszystkie kolory się wyostrzają, a w powietrzu czuć tylko świeżość - kocham jesień!!!!

sobota, 6 października 2012

BIŻUTERYJNE TWORY

Masosolniaczki nowe na razie u mnie nie powstały :-( Ciągły brak weny do lepienia i totalne jesienne lenistwo nadal nie przechodzą. Ale żeby nie było, że nic nie robię tylko leniuchuję! Dziś przedstawię swoje biżuteryjne zmagania. Po kursie jubilerskim jaki przeszłam prawie dwa lata temu zdarza mi się co nieco, od czasu do czasu "popełnić". Tym razem pochwalę się wisiorkiem z chryzokolą. Stworzyłam go całkowicie sama. Zero półfabrykatów, nawet kółeczko spawałam z drucika ;-) Pewnie dlatego tak cieszy mnie efekt i skromna wcale nie będę! Dla mnie stworzenie czegoś od podstaw, niezależnie od efektu końcowego, zawsze jest mega osiągnięciem, wielkim sukcesem.
Mój wisior przedstawia się tak:
A tu jeszcze zdjątko mojego ukochanego przedszkolaka :-) Na razie co prawda więcej chorego niż zdrowego i przez to niezbyt często w przedszkolu, ale za to bardzo dzielnego i w ogóle przy rozłące z mamą niepłaczącego :-)))) 
Marcelinka
I jeszcze moje ostatnio nabyte "wykrawaczki" do ciasteczek i masy solnej oczywiście!!:-)))
A na koniec prośba do wszystkich zaglądających, gdyby ktoś słyszał o jakimś świątecznym kiermaszu rękodzieła na śląsku, proszę dajcie znać, chciałabym znowu choć na chwilę pobyć w magicznym świecie tego typu imprez. W tym roku powinnam się wyrobić :-)

Trzymajcie się cieplutko!!!!!!!!!!!!