Etykiety

piątek, 25 lutego 2011

JESTEM UZALEŻNIONA

 od ciągłego zmieniania tła swojego bloga :-) To okropne!!!! 

Kolejny jamioł. Tym razem karnawałowy :-) 




czwartek, 24 lutego 2011

PO KRÓTKIEJ PRZERWIE

pojawiam się z cudownym wręcz przepisem na... muffinki :-))))) Przepis został znaleziony przydakiem na cudownym blogu kulinarnym - o tutaj. A ciasteczka są po prostu idealne!!! Z moją siostrzyczką pożarłyśmy dwie porcje i zdecydowałyśmy, że muffinki ze snickersami i masłem orzechowym dopisujemy do naszych "kucharskich" zeszycików na stałe !:-)

Tak oto cudnie wyglądały po wyjęciu z pieca:



teraz tylko wsponienie zostało...

No ale żeby nie było, że nic innego nie robię, a tylko się objadam to i jamiołem się pochwalę :-)
 Niebieściutki taki jakiś wyszedł, z pieniążkiem. Nowej właścicielce ma szczęście przynieść i... wygraną w totka :-)))))







wtorek, 8 lutego 2011

PODEJŁAM DECYZJĘ

Po wielu, naprawdę wielu bojach z samą sobą. Po nieprzespanych nocach i niekończących się dyskusjach z bliskimi - w końcu się zdecydowałam. PRZEPROWADZAM SIĘ! Chcę, bardzo, bardzo tego chcę!!!! Jestem już pewna!:-)
O co dokładnie chodzi? A no mianowicie o to, że od około dwóch miesięcy ja mieszkam z córeczka we Wrocławiu natomiast mój M ponad 400 km od nas w Mirosławcu. Tam dostał pracę i odmówić nie mógł. Ja miałam się zdecydować czy zostaję we Wrocku, mieście które już tak dobrze znam. Gdzie czuję się po prostu w domu. Czy też wyjeżdżam za moim mężem i jadę w miejsce w ogóle nieznane, całkiem różne. Początkowo chciałam, później zdanie zmieniłam, następnie kategorycznie nie chciałam, a teraz - CHCĘ! Nie podoba mi się życie na dwa domy, nie służy to mi ani Kropeczce. Weekendowy mąż i tatuś to nie dla nas. Wiem, że będzie mi tam ciężko bo nikogo tam nie znam, ale... Sama chciałam z dużego miasta uciec bardzo, odpocząć, zwolnić tempo życia. Tam może mi się to udać. Byłam i w Mirosławcu i Wałczu i w sumie to obydwa miasta bardzo przypadły mi do gustu :-) Okolice po prostu cudowne. Mam wrażenie, że pojezierze drawskie jest u nas zdecydowanie niedoceniane. Ja sama odkryłam jego urok dopiero teraz :-))) A spójrzcie jak tam wspaniale:








Teraz wiele pracy przede mną. Muszę wszystko sobie dokładnie zorganizować no i najważniejsze - znaleźć tam pracę! A łatwo nie jest :-( Szczególnie gdy jestem we Wrocławiu :-((( Ale szukam, bardzo intensywnie szukam i bardzo ale to bardzo was proszę - trzymajcie kciuki żebym ją jak najszybciej znalazła! A może ktoś o jakiejś fajnej posadce w powiecie wałeckim słyszał?????
Mirosławiec - tam właśnie chcę mieszkać :-))))

CERAMIKA

i moje z nią zmagania to dłuuuuuga historia :-) i zanudzać was nią nie zamierzam. W każdym, razie nie jest łatwo stworzyć coś choć trochę hmm, niekoślawego ;-))) Ale staram się, staram. Kocham glinę i pracę z nią ale niestety nie jest to materiał tak łatwo dostępny jak masa solna. Dlatego też praca z tym materiałem w moim przypadku jest chwilowo tylko z doskoku możliwa. Ale polecam spróbowanie każdemu! 

Mojej roboty filiżaneczka z podstawką + cukiernica do kompletu:




Plan był taki, że stworzę 2 filiżaneczki i cukiernicę na prezent dla mojego M z okazji 3 rocznicy ślubu. No cóż, prezent mój kochany mężuś otrzymał (bo filiżanki mam dwie:-)) - tylko kilka miesięcy później :-)

A to już misa na owoce i moje nieudolne jej fotografowanie: 


 Mamo! Wszystko ładnie, tylko czemu jest tu pusto??? :-) Gdzie moje ukochane mandarynki? Zawsze tu były!


niedziela, 6 lutego 2011

SERDUSZKOWO

coraz bardziej u wszystkich się robi więc i u mnie kilka jamiołów zakochanych się pojawiło.
A oto dwa z nich:



Osobiście za walentynkami jakoś nie przepadam. Samą ideę tego dnia jak najbardziej popieram ale drażni mnie cała ta komercja jaka ostatnio wszystkiemu towarzyszy. W sumie to od 2 lat w naszym domu dzień 14 lutego jest dniem szczególnym z innego powodu. To właśnie ten dzień wskazał mi mój gin jako dzień poczęcia mej córeczki :-) Taki ci to prezencik dostałam ;-)

Może jeszcze jamiołów kilka pokażę. Inne całkiem niż do tej pory robiłam. Pomysł na nie do końca mój nie jest, przyznać się muszę. Rysuneczki gdzieś podobne podpatrzyłam (tylko gdzie - nie pamiętam!), trochę zmodyfikowałam i w masie solnej uwiecznić postanowiłam. A oto co wyszło:



i w wersji chłopięcej: 


Co o nich myślicie? Szczerze tylko proszę!

No i serduszka trzy też z masy solnej ostatnio popełniłam. Zaszaleję w tym roku i w oknie powieszę :-) Taki jest plan, co wyjdzie zobaczymy. Duże są dość i ciężkie niestety.




sobota, 5 lutego 2011

SIĘ ZAKOCHAŁAM!

Kocham czekoladę w każdej postaci i żyć bez niej nie mogę. Pomimo tych 12 kilo nadwagi niestety, z którymi walczę wciąż! I dziś będąc na małym spacerku w rynku, wstąpiłam do empiku gdzie odkryłam:


tę oto książkę, czy też lepiej powiedzieć księgę :-) Zakochałam się od razu! Co za przepisy, co za zdjęcia!!! Ah, książka marzenie! Mieć ją po prostu muszę! Cena trochę odstrasza niestety, ale... hmmm, zdobyć ją muszę!! 
A może ktoś już ją ma i kilka przepisów podrzucić może? ;-)