Etykiety

piątek, 31 grudnia 2010

BROSZKA jeszcze bez nazwy :-)

Nie mam zwyczaju nazywać swoich projektów, ale chyba czas zacząć. Ta broszka powstała na kursie całkiem niedawno. Znalazłam w domu płaski kamyczek zakupiony chyba ze 100 lat temu i stwierdziłam, że trzeba koniecznie wykorzystać go do ćwiczenia zakuwania w cargę. Sztuka niełatwa i wymaga wielu ćwiczeń jeszcze z mojej strony. Całość wykonana przeze mnie :-) Łącznie z zapięciem (to był kosmos!!!). Broszka jest srebrna, jakiego użyłam do niej kamyczka? Nie mam pojęcia :-( Powiem tylko, że ładnie nakrapianego ;-) Wymiary broszki to 4,3 cm na 3,5 w najszerszych miejscach. Przyznam szczerze, że przy pierwszym lutowaniu cargi zniszczyłam ją i musiałam robić od początku. Wytwór mój został też oksydowany (pierwszy raz w życiu oksydowałam!!!!) i polerowany. 

Oto co wyszło:




 


czwartek, 30 grudnia 2010

KURS JUBILERSKI :-)

Sama nie wiem od czego by zacząć opisywanie kursu, na który w końcu zdecydowałam się zapisać. Biłam się z myślami na jego temat chyba dobrze od ponad roku :-) I zawsze było - jeszcze nie jestem gotowa. Teraz wiem, że to był po prostu strach, że nie podołam, że jednak okaże się że w ogóle nie jestem w tym kierunku uzdolniona i moje marzenia legną w gruzach. Ostatecznie mój M pomógł mi się zdecydować i niczego nie żałuję! Nawet jeśli dobra w tej dziedzinie nie będę to przynajmniej spróbowałam :-)

Sam kurs jest bardzo ciężki. Zawód jubilera - złotnika jest naprawdę trudnym zawodem wymagającym rozległej wiedzy technicznej, wiedzy na temat materiałoznawstwa, technik wytwarzania i wielu, wielu innych rzeczy, nie mówiąc już o samym zmyśle artystycznym! Kurs jest podzielony na część teoretyczną i praktyczną. Przy pierwszych zajęciach chciałam stamtąd uciec jak najdalej! :-) Gdy nasz kochany "mistrz" zaczął opowiadać o chemii stosowanej w złotnictwie, o metodach lutowania, wytwarzania to po prostu szok! Przypomniały mi się studia na polibudzie, gdzie byłam na wydziale mechaniki i budowy maszyn :-)) Na samą myśl o praktyce przechodziły mnie ciarki! Ale jak na razie jestem po 3/4 całości zajęć i zamiast uciekać chcę tam spędzać czasu jeszcze więcej!!!!

Pierwszym naszym zadaniem było zaznajomienie się z piłką włosową :-) Cieniutka, niepozorna piłeczka, a w praktyce tragedia! Ile brzeszczotów zerwałam na swoim pierwszym w życiu monogramie nie zliczy nikt :-) Ale wyszło takie oto cudo:


Moje inicjały fikuśnie odwrócone :-) Projekt całkowicie mój, wykonanie również :-)))) Łącznie ze zlutowaniem zawieszki! Wisiorek wykonany z alpaki. Oj, łatwo nie było! Nie! 

Kolejnym ćwiczeniem narzuconym nam przez "mistrza" :-) była obrączka. Niestety zdjęcia nie mam
:-( Wyszła całkiem, całkiem ale dumna z niej nie jestem. Zbyt mocno widać było lutowane połączenie. 

Później przyszła pora na pierścionek klasycznej konstrukcji. Z cargą, bizą i kamykiem :-) I tu kilka zdjęć mogę pokazać. Wykonany ze srebra z kaboszonem z jaspisu. Wykonanie całkowicie moje, choć lutowanie łatwe nie było. Tu jednak stwierdzić muszę, że łatwiejsze niż przy alpace :-) Zdecydowanie najmniej lubię polerowanie !





  
No, a to jeszcze nie wszystko :-) Niestety, reszty przedmiotów jeszcze nie sfotografowałam więc pochwalę się nimi następnym razem. uczucie jakie ogarnia człowieka po wykonaniu rzeczy, o której myślał że nie ma na to najmniejszych szans jest po prostu nie do opisania!! Życzę Wam, aby w Nowym Roku każdy z was doświadczył go jak najwięcej razy!!!! :-)



środa, 22 grudnia 2010

NO TO CIĄG DALSZY

jamiołów kiermaszowych. To już ostatnia porcja fotek jakie udało mi się zrobić przed wysłaniem mych wytworów. Teraz, w świątecznym szale nie mam zbyt wiele czasu ale obiecuję sobie, że po Świętach wezmę się za opisanie swojego kursu jubilerskiego i mych skromnych postępów w tej dziedzinie. Oj, ciężki to zawód, ciężki.
Trzymajcie się cieplutko!








poniedziałek, 20 grudnia 2010

A PROPO ŚWIATECZNYCH PREZENTÓW...

Spotkała mnie ostatnio niesamowita niespodzianka :-) Sprzedały się wszystkie moje jamiołki wystawione na świątecznym kiermaszu!!!! Jestem tak miło i cudownie zaskoczona, że aż słów mi brak! To naprawdę najwspanialszy prezent świąteczny jaki mogłam otrzymać :-)))) Oby przyniosły nowym właścicielom wiele szczęścia!!










niedziela, 12 grudnia 2010

NO I KOLEJNE ME WYTWORY

z masy solnej. Tym razem próba wykonania jamiołów z innym rodzajem włosów :-) Fryzura "ślimaczkowa" nawet mi się spodobała więc i takich kilka na kiermasz wysłałam :-) Ostatnio zauważyłam jak ważne w masie solnej są poszczególne składniki i ich proporcje. Ostatnio eksperymentowałam i kupiłam inny rodzaj soli oraz zmieniłam proporcje, spróbowałam też nie dodawać kleju do tapet, a w zamian dołożyłam łyżeczkę oleju. Efekt? Tragedia! Nic mi nie wychodziło :-( Tak to już musi być, że każdy z nas robi swoje twory po swojemu i to jest ich urok i czar :-)! Więc zostaję przy swojej wypróbowanej recepturze :-))))







sobota, 11 grudnia 2010

JAMIOŁ SZYKOWNY

Tym razem aniołek w innym kształcie, bardziej szykowny jak sądzę :-) Ozdobiony farbami akrylowymi i polakierowany. Z blond burzą loków oczywiście :-) Ten również na jarmark świąteczny pojechał. Mam nadzieję, że choć kilka mych jamiołów znajdzie nowych właścicieli, którym przyniosą szczęście :-)






czwartek, 9 grudnia 2010

JAMIOŁOWY SZAŁ :-)

 Ostatnio jamiołków u mnie w domu powstało tyle, że w liczeniu się już pogubiłam :-) A wszystko to za sprawą ukochanych moich Świąt Bożego Narodzenia! Kocham przedświąteczny rozgardiasz, całą tą wspaniałą atmosferę, zapachy dolatujące z kuchni, ubieranie choinki i czekanie na pierwszą gwiazdkę :-) Ah, się zamyśliłam! W tym roku będzie u mnie naprawdę wyjątkowo gdyż moja kochana córcia już bardziej świadomie będzie brała we wszystkim udział - ależ mama jej się naopowiada!!!!!! Żeby choć trochę mój maluszek rozumiał ;-) Jedno jest pewne, pomoc przy pieczeniu świątecznych ciasteczek mam zapewnioną. Kuchnia już od ponad tygodnia przez me ledwo chodzące dziecię jest opanowana :-)))))    

A oto kilka z mych nowych tworów: